piątek, 17 stycznia 2014
Duch mjr Niemcewicza #3
ROZDZIAŁ III
-Trzeba spotkać się z tym duchem! -oczy Majtasa świeciły, jak wtedy kiedy opowiedziałam mu o tym, co wydarzyło się w szatni, kiedy nas szukał. Bardzo chciał go zobaczyć. Miałam wrażenie, że miał do nas o to żal.
-Masz rację, musimy to zrobić. -powiedziałam.
-Musimy nawiązać z nim kontakt! -rzuciła Kasmahi.
I to była dobra myśl! Natychmiast ruszyliśmy ku schodkom w podłodze. Prowadziły one do szatni, było to kolejne ukryte przejście w naszej szkole. Niedawno w jednej z półek szafki znaleźliśmy dokładną mapę budynku szkoły. Kto by pomyślał ile tu ukrytych pomieszczeń! Ciekawe czy ktoś jeszcze o tym wie? Bez zastanowienia zeszliśmy na dół. Znowu było ciemno, wiał lekki wiatr. W powietrzu unosił się dziwny zapach niedookreślenia. Po prostu dziwny. Zaczęliśmy szukać ducha po wszystkich pomieszczeniach na dole. Majtas wyciągnął z kieszeni mapę szkoły i małą, poręczną latarkę. Kucnęliśmy i patrzyliśmy się nieruchomym wzrokiem na mapę. Majtas wodził palcem po pomieszczeniach. Wydawało się, że nie wie co robi, czego szuka. Nie pomagało nawet wątłe światło latarki. Nie mieliśmy pomysłu, gdzie może być duch. Było tak ciemno i strasznie. Nasze rozbiegane myśli nie mogły złożyć się w całość. Kiedy tylko próbowały, tworzyły się w sensowną całość jakaś niewidzialna siła je rozbijała na małe cząsteczki. Wciąż byliśmy blisko wodząc palcami po mapie. Nagle coś huknęło. Upadliśmy w strachu na ziemię. Tylko Majtas siedział na ziemi rozglądając się w nadziei, że w ciemnościach dostrzeże choćby najmniejszy ślad ducha. I stało się! Jansa łuna oświeciła nasze oczy. Nie mogliśmy uwierzyć. Sama nie wiedziałam co czuję. Strach, zaciekawienie, chęć rozwiązania zagadki. Staliśmy teraz twardo, na obydwu nogach. Ja, Majtas i Kasmahi. Silni jak nigdy dotychczas. Czuliśmy taką jedność, moc. Nagle w głowie zaczęły rodzić się myśli. Po tych pięciu minutach pustki i ciszy. Jak się z nim porozumieć?
-Yyyy... -chciałam coś powiedzieć, ale strach odebrał mi mowę.
Usłyszeliśmy dziwny dźwięk. Cichy, niewyraźny. Nie mogliśmy niczego zrozumieć. Kasmahi wyciągnęła rękę, chciała go dotknąć. Jej dłoń przeniknęła przez jasną łunę. Zauważyliśmy, że duch znika, jego "ciało" słabnie, blaknie. Nagle zostaliśmy sami. Majtas włączył latarkę. Co dziwne, świeciła mocnym, jasnym światłem. Jakby nagle dostała energii. Na ziemi, tam gdzie był duch zobaczyłam jakieś zawiniątko. Zaczęłam iść w jego kierunku. Dotknęłam tego. Nagle latarka zaczęła migać i tracić na sile. Jej światło stało się wątłe. Nie zauważyłam tego, nie powiązałam z niczym. Podniosłam małą paczuszkę. Nagle mała kula światła wydostała się z latarki i uciekła falując w powietrzu.
-Chodźmy na górę. Mam coś! -powiedziałam cicho, bez przekonania. Jak nigdy. Może dlatego, że pierwszy raz nie rozumiałam co się stało.
Trzymałam to w ręku nie wiedząc co mam robić dalej. Moja energia gdzieś odleciała, odeszła. Majtas chwycił mnie za rękę i pociągnął. Poszliśmy na górę. Gdy weszliśmy do naszego schronu nie wiedziałam co się dzieje. Byłam otępiała i bezsilna. Gdy położyłam paczkę na stole siły mi wróciły. Tak nagle, szybko.
-Co to jest? -powiedział Majtas.
-Trzeba to otworzyć. -rzekłam, czując nawrót energii.
Otworzyłam ostrożnie paczkę. Zawinięta była zniszczonym, starym papierem. W środku było blaszane pudełko i karteczka. Odczytałam na głos jej treść:
"Majorze Niemczyński, niestety nie udało się spełnić Twojej prośby. Powiadomienie nie zdążyło dotrzeć na czas. Nikt nie wie o zaplanowanej napaści."
-Nic z tego nie rozumiem... -powiedziałam
-Duch Niemczyńskiego? -spytał Majtas
-Możliwe, chwilka kto to był? -odpowiedziała Kasmahi.
-Zaraz, może znajdę coś o tym w szafie. Tam jest wszystko! -podeszłam do szafki i zaczęłam szukać. W tym czasie Majtas nerwowo obracał pudełeczkiem.
-A co z nim? -podniósł małą skrzyneczkę do góry.
-Otwieramy, ale najpierw dowiedzmy się kim był nasz Major. -powiedziałam donośnym szeptem.
Nagle znalazłam grubą książkę. Była jasno brązowa, oprawiona w skórę. Jej okładkę zdobiły nie tylko ozdobne litery, ale i gruba warstwa kurzu. Gdy go zdmuchnęłam wydawało się, że przez okno do schronu wpadła mgła. Położyłam książkę na środku stołu. Wszyscy zaczęliśmy się jej przyglądać. Nie wiedzieliśmy, co mamy o niej myśleć.
-No, ładna, ładna. A może ją otworzymy? -powiedział z przekąsem Majtas patrząc się na mnie.
Otworzyliśmy ją na pierwszej stronie. Niestety napis był zbyt wyblakły, by można go było odczytać. Kolejne strony niestety też. Na szczęście kilka kartek dalej litery były doskonale zachowane. Pismo było ręczne, pisane niebieskim atramentem.
-Ale ktoś ładnie pisał! -krzyknęła Kasmahi.
-Nie wydurniaj się, żeby to ważne. -powiedział znużony wysnuciem Kasmahi.
-Dobra, dobra -słychać było złość w jej głosie
-Ej no spokój, nie kłóćcie się. Pomyślmy lepiej co to jest. Pamiętnik? -spytałam
To było bardzo prawdopodobne. Zabraliśmy się do czytania.
" Dzień 24- zlecenie odwołane.
Starałem się coś zrobić. Zlecenia niestety nie przyjęli. Wysłałem telegram do Warszawy późną nocą. Czekałem na to ponad pięć godzin. Jego treść brzmiała następująco:
Chcą napaść na Warszawę STOP Wyślijcie armię STOP
Jak się później okazało nie doszedł na czas. Czuję się winny, za to co się stało. Wiem jednak, że nie dało się nic zrobić. Chociaż może gdybym wysłał kogoś. Na prawdę nie wiem....
Ech... dalej było zalane. Powoli traciliśmy nadzieję na rozwikłanie tej zagadki. Nagle zadzwonił dzwonek.
-Ej no błagam! Trzy minuty wcześniej?!
- Spokojnie, wrócimy tu na następnej przerwie -powiedziałam z determinacją w głosie, by uspokoić Majtasa.
czwartek, 16 stycznia 2014
Duch mjr Niemcewicza #2
W połowie tamtego roku, kiedy byliśmy w pierwszej klasie i nie było jeszcze z nami Kasmahi, razem z Majtasem zauważyliśmy małe drzwiczki w ścianie. Postanowiliśmy tam wejść. Okazało się, że jest prawdopodobnie tajne przejście do schronu wojennego. Często tam chodziliśmy, nikt o tym nie wiedział i mieliśmy spokój. Powiedzieliśmy jedynie nowej, znaczy Kasmahi. Przyszła do naszej szkoły w tym roku. Wydała się fajna, szybko się zaprzyjaźniliśmy. Bo z Majtasem znamy się od pierwszej klasy. Nie od początku się lubiliśmy, ale tak wyszło, że się zaprzyjaźniliśmy.
-Szybko! Wchodzimy! -wydałam komendę, na tyle głośno, żeby nikt nie usłyszał, ale żeby zabrzmiała groźnie.
Wskoczyliśmy przez małe drzwiczki i znaleźliśmy się w małym pomieszczeniu. Był tam stolik, cztery krzesełka i szafa. Usiedliśmy przy stole i zaczęliśmy rozmawiać o tym, co się wydarzyło. Zostało nam pięć minut do lekcji. Musieliśmy się więc pospieszyć, chociaż obrady musiały być tym razem dłuższe. To nie jest błaha sprawa.
- Co teraz robimy? Co jeśli duchów jest więcej? -powiedziała Kasmahi.
- Oooo, a może będzie tak jak w tym filmie, gdzie grupa dzieciaków ratuje cały świat przed... -rozmarzył się Majtas, a ja musiałam to przerwać.
-Tak, na pewno tak będzie. -powiedziałam śmiejąc się.
-Majtas, nie mamy czasu, zostały nam trzy minuty. Zraz trzeba będzie iść. -wszyscy westchnęli ciężko.
-Dobra... teraz idziemy na lekcję, a po przerwie coś ustalimy. -powiedział Majtas.
Wyszliśmy wszyscy, oczywiście dziewczyny przodem. Pobiegliśmy szybko na lekcje, żeby się nie spóźnić. Tak, każdy do innej klasy. Matematyka, Polski i WoS. Stanęłam pod klasą. Zauważyłam dziwne zamieszanie, wszyscy byli zdenerwowani, bali się czegoś. Podeszłam do koleżanek z mojej klasy by się czegoś dowiedzieć.
-Hej, co się dzieje? -powiedziałam w nadziei, że usłyszę o co chodzi. Niestety minęłam się z celem. Dowiedziałam się za to trzech najświeższych plotek. Chyba pytam nie o te osoby co trzeba. Podeszłam do chłopaków. Tak, od nich się na pewno czegoś dowiem!
-Skąd taki zamęt w szkole?
-To nie wiesz? Przecież jechałaś autobusem. -powiedział Mark szeptem.
-No tak, to było dziwne ale...
-Nie mów tak głośno! Wszyscy mówią, że tu są duchy! -przerwał mi Klark.
Byłam zdziwiona, że mówi mi to Klark- nasz klasowy kujon, mądra osoba w klasie. Nie wierzył nigdy w nic co paranormalne, dziwne i nie dające się wytłumaczyć nauką.
Przyszła pani. Jak zwykle nie dało się otworzyć drzwi. Wszyscy po kolei próbowali. Nadeszła kolej na mnie, no cóż wszyscy to wszyscy! Chwyciłam za klamkę, pociągnęłam drzwi do siebie i przekręciłam klucz. Wiwat! Udało się! Otworzyłam je nie spodziewając się niczego. Nagle zawiał silny wiatr, z klasy wyleciało coś czego nie potrafię opisać. Zawiało chłodem. Od razu pomyślałam, "Dementorzy"! Ale to nie jest świat Harrego Pottera... Pomyślałam ze smutkiem. Zaintrygowało mnie to. Weszliśmy z niepokojem do klasy czekając na rozwój wydarzeń. Znowu w mojej głowie było tyle pytań, co wtedy kiedy wsiadłam do autobusu. Zaczęła się dziwnie normalna lekcja, ale nic nie szło gładko, ciągle przed oczyma miałam spotkanie z duchem, jazdę, albo raczej lot autobusem, "dementora". Zaskakujące zdarzenia dzisiejszego dnia. Wyciągnęłam z plecaka kartkę. Przez całą lekcję kojarzyłam wydarzenia.
Aż w końcu, pięc minut przed dzwonkiem spytała mnie pani. Oczywiście pisząc moje przemyślenia wcale jej nie słuchałam. Więc jak zresztą można się domyśleć dostałam 1 i musiałam znieść uwagę i spojrzenie pani jak i całej klasy. Aj trudno, "uczeń bez jedynki to jak żołnierz bez karabinu!" Żołnierz, karabin... karabin żołnierz, wojna. Warto zapisać, może nas to jakoś naprowadzi. Dzwonek. W końcu koniec lekcji. Pobiegłam szybko pod naszą kryjówkę. Usiadłam pod ścianą, żeby nie wzbudzać podejrzeń i czekałam na nich. Majtas przybiegł pierwszy. Opowiedziałam mu o zdarzeniu, mającym miejsce podczas otwierania drzwi. Nie chciałam tracić czasu. Chwilę później przybiegła i Kasmahi.
-Co tak długo? Minuta czasu w plecy. -powiedział Majtas z wyrzutem.
-Przepraszam, pani coś gadała. Dobra, nie ważne! No, na co czekacie!? Otwieraj, wchodzimy.
Szybko weszliśmy do środka, znowu usiedliśmy na krzesłach przy stole. Wzięłam torbę na kolana i wyjęłam z niej małą kulkę z papieru. Podałam ją im. To była ta kartka, którą pisałam na lekcji.
Wojna -> Żołnierz -> Śmierć -> Duch-Co o tym sądzicie? -spytałam z przejęciem, widząc ich wzrok, zagryzione usta i roztrzęsione kolana. Widać było, że się nad tym zastanawiali.
środa, 15 stycznia 2014
Duch mjr Niemcewicza #1
Wydawało się, że będzie to zwykły, przesiąknięty szarością dzień. Jak zawsze trzeba było rano wstać, wyszykować się do szkoły, czekać pół godziny na przystanku na autobus, kiedy padał deszcz. A do tego przez 8 godzin siedzieć w szkole i uczyć się, pisać trudne sprawdziany oraz kartkówki. Czego więcej chcieć od życia? No, może przerwania rutyny? Oderwania się od codzienności? Ale oczywiście nie każde marzenia się spełniają, chociaż...
Szłam wtedy drogą, myśląc "nie muszę się spieszyć, przecież "Maćko z Autobusu" jak zwykle spóźni się pół godziny. Nagle, ku mojemu zdziwieniu widzę, jak na przystanek przylatuje nasz autobus. Tak, przylatuje! U jego boków są skrzydła. Nie takie malutkie jak u wróbelka, czy kruka. Takie wielkie, "jak stąd do Warszawy". Podeszłam bliżej drzwi, chciałam tylko sprawdzić kto jest kierowcą i... jakaś siła wciągnęła mnie do środka. Starałam się oprzeć poczuciu strachu i cieszyć się ciepłym wiatrem muskającym moją twarz, błogim uczuciem ogarniającym moje ciało. Miałam wrażenie, jakbym latała. To było takie cudowne! Niestety co cudowne, szybko się kończy. Niewidzialna siła usadziła mnie na siedzeniu, wszyscy pasażerowie spojrzeli na mnie i zaczęła się jazda! Chyba jeszcze nigdy nie jechałam tak szybko! Dwieście, trzysta na godzinę? Jak tak można? Maćku jedziesz z dziećmi, a nie "z kartoflami"! Przez całą drogę myślałam, czy nie mam jakichś omamów, autobus od środka wyglądał normalnie. Po mojej głowie chodziło wiele pytań. Czy inni też tak wsiedli, wciągnięci przez magiczną siłę? Jak wysiądziemy? Normalnie czy magicznie? Czy w szkole też się coś zmieniło? CO SIĘ JESZCZE DZIŚ WYDARZY? Ciekawa byłam jednego, jak to wszystko jest możliwe?
No, masz swoje oderwanie od codzienności, myślałam. Ale to chyba dobrze. Oo, koniec wycieczki. Wstałam, trzymając się kurczowo siedzenia. Zaczęłam iść ku wyjściu, inni razem ze mną. Nic dziwnego się nie działo. Wysiadłam, przeżyłam! Chciałam całować ziemię ze szczęścia, uznałam jednak, że inni mogliby się na mnie dziwnie patrzeć. Obeszło się bez tej interakcji. Spojrzałam na szkołę, na niebo, niebo... NIEBO? Jak niebo może być na ziemi? Co się dzieje? Gdzie jest ziemia? Och Boże, powiedz, że to sen. Niech mnie ktoś uszczypnie! A nie, pomyłka, to tylko mgła. Już się przestraszyłam, że to kolejna zagadka dnia dzisiejszego. Dopiero teraz zauważyłam, że gęsta mgła otaczała całą ziemię. (która znajdowała się na swoim miejscu) Chociaż był dzień to ciemne niebo zdobił okrąglutki księżyc. Każdy kto patrzył w górę dziwił się jak to możliwe. Księżyc? O ósmej rano? Weszłam do szkoły. Czułam lekki strach, to co się już wydarzyło i fakt, że w tej szkole przed laty był stary niemiecki szpital mi nie pomagało. A w dodatku chodziły pogłoski, że w szatni kiedyś była kostnica. Zeszłam na dół, schody śliskie, ciemno, w kotłowni buczał piec. W oddali widać było jasny zarys drzwi awaryjnych. Szłam co chwila przełykając głośno ślinę z zaciśniętymi w pięści rękami. Nagle jakaś siła przybiła mnie mocno do podłogi. Myślałam, że padnę bezwładnie na ziemię, jednak resztkami sił z pomocą grawitacji i tego co mnie jeszcze trzyma przy życiu zaparłam się nogami. Szybko się odwróciłam. W szczęściu, czy też nieszczęściu ujrzałam Kasmahi. W szczęściu, bo to nie duch, ani nic innego co jest nadprzyrodzone. A w nieszczęściu, bo się nieźle wystraszyłam.
-Ksmahi?! Co Ty wyprawiasz? -krzyknęłam ze strachu dysząc ciężko.
-Ja? Chciałam Cię przestraszyć. -odpowiedziała mi z szerokim uśmiechem.
-Ach jak miło... No nic. Nie uważasz, że dzieje się tu coś dziwnego?
-Bo ja wiem? Co dziwnego? -spytała mrużąc oczy.
Opowiedziałam jej całą historię. O autobusie, niebie i o kostnicy. Yyyy... znaczy szatni. Z każdym moim wypowiedzianym zdaniem oczy Kasmahi robiły się coraz większe. Nie chciała mi uwierzyć. Spojrzała mi prosto w oczy i miałam wrażenie jakby miała się zacząć śmiać. Już sobie to wyobrażałam kiedy nagle w oddali zobaczyłam coś jasnego. Przetarłam rękoma oczy, zamknęłam je i otworzyłam. Jasna łuna nie zniknęła. Pomyślałam, kolejny omam?! Chwyciłam Kasmahi za ramiona i obróciłam ją nerwowo w stronę światełka . Kasmahi spojrzała to przed siebie, to na mnie i już chciała uciekać, kiedy potknęła się o coś co wystawało z ziemi. Obok nas, na ścianie był włącznik światła. Bez zastanowienia go nacisnęłam. Jasne światło oświeciło moje oczy. Spojrzałam pod nogi wypatrując tego, o co przewróciła się Kasmahi. Niczego nie było...
-Wiesz co? -powiedziała drżącym głosem
-Czy myślisz to samo co ja? -powiedziałam cicho, chciałam uciekać. To było straszne. Nawet nie zauważyłyśmy, że pomimo iż wszyscy zeszli na dół w szatni nikogo nie było. Kasmahi podniosła się, chwytając mnie za rękę zaczęła uciekać. Coś zaczęło huczeć. W strachu ją wyprzedziłam, biegłyśmy bardzo szybko, ale jakbyśmy stały w miejscu. Korytarz przed nami był tak samo długi jak wcześniej. Nagle ujrzałam kogoś, kto biegł w naszą stronę. Było jednak tak ciemno, że uznałam, że to albo kolejny duch, albo mi się zdaje. Zrozumiałam, że to mój przyjaciel wtedy, kiedy z całym impetem się zderzyliśmy.
-Majtas? -wyszeptałam w nadziei, że usłyszę znajomy głos.
- Paca? To Ty? Szukałem Was, gdzie byłyście? -powiedział mój przyjaciel donośnym głosem.
Złapałam go odruchowo ręką za usta.
-Ciicho! Tu są duchy! -krzyknęłyśmy równocześnie razem z Kash.
-Dobra, dobra! Jakie duchy? Dziewczyny, spokojnie. -powiedział z uśmiechem Majtas, który w ciemności ledwo dało się dostrzec.
-Duchy, buuu! No, nie słyszałeś? -spytałam z niedowierzaniem. Jeszcze nigdy nie mówiłam z takim przejęciem. Oczy Majtasa się zaświeciły.
-Duchy? Paca, co Ty mówisz?
-No przecież Ci mówię! -starałam się mówić cicho, jednak emocję wzięły górę.
Przerażona Kash siedziała cicho. Słuchała tylko naszej rozmowy i bała się coś powiedzieć. W końcu, gdy się odważyła rzekła:
-Chodźmy lepiej stąd! Zanim coś się jeszcze wydarzy. Pójdziemy na górę, przemyślimy to spokojnie na przerwie. Proszę!
-Ale ja nie widziałem tego ducha! -krzyknął Majtas.
Spojrzałyśmy się na niego wymownie. Co by było jakby duchy nas usłyszały? Pomyślałam.
-Majtas, serio stąd idźmy. To jest dobry pomysł, kto wie co się później wydarzy. Z resztą nie sądzę, żebyś serio chciał zobaczyć ducha.
Pobiegliśmy na górę i weszliśmy spokojnie na korytarz. Nie mieliśmy ochoty na rozmowę z kimkolwiek. Szliśmy tylko do naszej kryjówki rozglądając się uważnie po wszystkich.
Subskrybuj:
Komentarze (Atom)