czwartek, 16 stycznia 2014

Duch mjr Niemcewicza #2

W połowie tamtego roku, kiedy byliśmy w pierwszej klasie i nie było jeszcze z nami Kasmahi, razem z Majtasem zauważyliśmy małe drzwiczki w ścianie. Postanowiliśmy tam wejść. Okazało się, że jest prawdopodobnie tajne przejście do schronu wojennego. Często tam chodziliśmy, nikt o tym nie wiedział i mieliśmy spokój. Powiedzieliśmy jedynie nowej, znaczy Kasmahi. Przyszła do naszej szkoły w tym roku. Wydała się fajna, szybko się zaprzyjaźniliśmy. Bo z Majtasem znamy się od pierwszej klasy. Nie od początku się lubiliśmy, ale tak wyszło, że się zaprzyjaźniliśmy. -Szybko! Wchodzimy! -wydałam komendę, na tyle głośno, żeby nikt nie usłyszał, ale żeby zabrzmiała groźnie. Wskoczyliśmy przez małe drzwiczki i znaleźliśmy się w małym pomieszczeniu. Był tam stolik, cztery krzesełka i szafa. Usiedliśmy przy stole i zaczęliśmy rozmawiać o tym, co się wydarzyło. Zostało nam pięć minut do lekcji. Musieliśmy się więc pospieszyć, chociaż obrady musiały być tym razem dłuższe. To nie jest błaha sprawa. - Co teraz robimy? Co jeśli duchów jest więcej? -powiedziała Kasmahi. - Oooo, a może będzie tak jak w tym filmie, gdzie grupa dzieciaków ratuje cały świat przed... -rozmarzył się Majtas, a ja musiałam to przerwać. -Tak, na pewno tak będzie. -powiedziałam śmiejąc się. -Majtas, nie mamy czasu, zostały nam trzy minuty. Zraz trzeba będzie iść. -wszyscy westchnęli ciężko. -Dobra... teraz idziemy na lekcję, a po przerwie coś ustalimy. -powiedział Majtas. Wyszliśmy wszyscy, oczywiście dziewczyny przodem. Pobiegliśmy szybko na lekcje, żeby się nie spóźnić. Tak, każdy do innej klasy. Matematyka, Polski i WoS. Stanęłam pod klasą. Zauważyłam dziwne zamieszanie, wszyscy byli zdenerwowani, bali się czegoś. Podeszłam do koleżanek z mojej klasy by się czegoś dowiedzieć. -Hej, co się dzieje? -powiedziałam w nadziei, że usłyszę o co chodzi. Niestety minęłam się z celem. Dowiedziałam się za to trzech najświeższych plotek. Chyba pytam nie o te osoby co trzeba. Podeszłam do chłopaków. Tak, od nich się na pewno czegoś dowiem! -Skąd taki zamęt w szkole? -To nie wiesz? Przecież jechałaś autobusem. -powiedział Mark szeptem. -No tak, to było dziwne ale... -Nie mów tak głośno! Wszyscy mówią, że tu są duchy! -przerwał mi Klark. Byłam zdziwiona, że mówi mi to Klark- nasz klasowy kujon, mądra osoba w klasie. Nie wierzył nigdy w nic co paranormalne, dziwne i nie dające się wytłumaczyć nauką. Przyszła pani. Jak zwykle nie dało się otworzyć drzwi. Wszyscy po kolei próbowali. Nadeszła kolej na mnie, no cóż wszyscy to wszyscy! Chwyciłam za klamkę, pociągnęłam drzwi do siebie i przekręciłam klucz. Wiwat! Udało się! Otworzyłam je nie spodziewając się niczego. Nagle zawiał silny wiatr, z klasy wyleciało coś czego nie potrafię opisać. Zawiało chłodem. Od razu pomyślałam, "Dementorzy"! Ale to nie jest świat Harrego Pottera... Pomyślałam ze smutkiem. Zaintrygowało mnie to. Weszliśmy z niepokojem do klasy czekając na rozwój wydarzeń. Znowu w mojej głowie było tyle pytań, co wtedy kiedy wsiadłam do autobusu. Zaczęła się dziwnie normalna lekcja, ale nic nie szło gładko, ciągle przed oczyma miałam spotkanie z duchem, jazdę, albo raczej lot autobusem, "dementora". Zaskakujące zdarzenia dzisiejszego dnia. Wyciągnęłam z plecaka kartkę. Przez całą lekcję kojarzyłam wydarzenia. Aż w końcu, pięc minut przed dzwonkiem spytała mnie pani. Oczywiście pisząc moje przemyślenia wcale jej nie słuchałam. Więc jak zresztą można się domyśleć dostałam 1 i musiałam znieść uwagę i spojrzenie pani jak i całej klasy. Aj trudno, "uczeń bez jedynki to jak żołnierz bez karabinu!" Żołnierz, karabin... karabin żołnierz, wojna. Warto zapisać, może nas to jakoś naprowadzi. Dzwonek. W końcu koniec lekcji. Pobiegłam szybko pod naszą kryjówkę. Usiadłam pod ścianą, żeby nie wzbudzać podejrzeń i czekałam na nich. Majtas przybiegł pierwszy. Opowiedziałam mu o zdarzeniu, mającym miejsce podczas otwierania drzwi. Nie chciałam tracić czasu. Chwilę później przybiegła i Kasmahi. -Co tak długo? Minuta czasu w plecy. -powiedział Majtas z wyrzutem. -Przepraszam, pani coś gadała. Dobra, nie ważne! No, na co czekacie!? Otwieraj, wchodzimy. Szybko weszliśmy do środka, znowu usiedliśmy na krzesłach przy stole. Wzięłam torbę na kolana i wyjęłam z niej małą kulkę z papieru. Podałam ją im. To była ta kartka, którą pisałam na lekcji.
Wojna -> Żołnierz -> Śmierć -> Duch
-Co o tym sądzicie? -spytałam z przejęciem, widząc ich wzrok, zagryzione usta i roztrzęsione kolana. Widać było, że się nad tym zastanawiali.

Brak komentarzy: