środa, 15 stycznia 2014

Duch mjr Niemcewicza #1

Wydawało się, że będzie to zwykły, przesiąknięty szarością dzień. Jak zawsze trzeba było rano wstać, wyszykować się do szkoły, czekać pół godziny na przystanku na autobus, kiedy padał deszcz. A do tego przez 8 godzin siedzieć w szkole i uczyć się, pisać trudne sprawdziany oraz kartkówki. Czego więcej chcieć od życia? No, może przerwania rutyny? Oderwania się od codzienności? Ale oczywiście nie każde marzenia się spełniają, chociaż... Szłam wtedy drogą, myśląc "nie muszę się spieszyć, przecież "Maćko z Autobusu" jak zwykle spóźni się pół godziny. Nagle, ku mojemu zdziwieniu widzę, jak na przystanek przylatuje nasz autobus. Tak, przylatuje! U jego boków są skrzydła. Nie takie malutkie jak u wróbelka, czy kruka. Takie wielkie, "jak stąd do Warszawy". Podeszłam bliżej drzwi, chciałam tylko sprawdzić kto jest kierowcą i... jakaś siła wciągnęła mnie do środka. Starałam się oprzeć poczuciu strachu i cieszyć się ciepłym wiatrem muskającym moją twarz, błogim uczuciem ogarniającym moje ciało. Miałam wrażenie, jakbym latała. To było takie cudowne! Niestety co cudowne, szybko się kończy. Niewidzialna siła usadziła mnie na siedzeniu, wszyscy pasażerowie spojrzeli na mnie i zaczęła się jazda! Chyba jeszcze nigdy nie jechałam tak szybko! Dwieście, trzysta na godzinę? Jak tak można? Maćku jedziesz z dziećmi, a nie "z kartoflami"! Przez całą drogę myślałam, czy nie mam jakichś omamów, autobus od środka wyglądał normalnie. Po mojej głowie chodziło wiele pytań. Czy inni też tak wsiedli, wciągnięci przez magiczną siłę? Jak wysiądziemy? Normalnie czy magicznie? Czy w szkole też się coś zmieniło? CO SIĘ JESZCZE DZIŚ WYDARZY? Ciekawa byłam jednego, jak to wszystko jest możliwe? No, masz swoje oderwanie od codzienności, myślałam. Ale to chyba dobrze. Oo, koniec wycieczki. Wstałam, trzymając się kurczowo siedzenia. Zaczęłam iść ku wyjściu, inni razem ze mną. Nic dziwnego się nie działo. Wysiadłam, przeżyłam! Chciałam całować ziemię ze szczęścia, uznałam jednak, że inni mogliby się na mnie dziwnie patrzeć. Obeszło się bez tej interakcji. Spojrzałam na szkołę, na niebo, niebo... NIEBO? Jak niebo może być na ziemi? Co się dzieje? Gdzie jest ziemia? Och Boże, powiedz, że to sen. Niech mnie ktoś uszczypnie! A nie, pomyłka, to tylko mgła. Już się przestraszyłam, że to kolejna zagadka dnia dzisiejszego. Dopiero teraz zauważyłam, że gęsta mgła otaczała całą ziemię. (która znajdowała się na swoim miejscu) Chociaż był dzień to ciemne niebo zdobił okrąglutki księżyc. Każdy kto patrzył w górę dziwił się jak to możliwe. Księżyc? O ósmej rano? Weszłam do szkoły. Czułam lekki strach, to co się już wydarzyło i fakt, że w tej szkole przed laty był stary niemiecki szpital mi nie pomagało. A w dodatku chodziły pogłoski, że w szatni kiedyś była kostnica. Zeszłam na dół, schody śliskie, ciemno, w kotłowni buczał piec. W oddali widać było jasny zarys drzwi awaryjnych. Szłam co chwila przełykając głośno ślinę z zaciśniętymi w pięści rękami. Nagle jakaś siła przybiła mnie mocno do podłogi. Myślałam, że padnę bezwładnie na ziemię, jednak resztkami sił z pomocą grawitacji i tego co mnie jeszcze trzyma przy życiu zaparłam się nogami. Szybko się odwróciłam. W szczęściu, czy też nieszczęściu ujrzałam Kasmahi. W szczęściu, bo to nie duch, ani nic innego co jest nadprzyrodzone. A w nieszczęściu, bo się nieźle wystraszyłam. -Ksmahi?! Co Ty wyprawiasz? -krzyknęłam ze strachu dysząc ciężko. -Ja? Chciałam Cię przestraszyć. -odpowiedziała mi z szerokim uśmiechem. -Ach jak miło... No nic. Nie uważasz, że dzieje się tu coś dziwnego? -Bo ja wiem? Co dziwnego? -spytała mrużąc oczy. Opowiedziałam jej całą historię. O autobusie, niebie i o kostnicy. Yyyy... znaczy szatni. Z każdym moim wypowiedzianym zdaniem oczy Kasmahi robiły się coraz większe. Nie chciała mi uwierzyć. Spojrzała mi prosto w oczy i miałam wrażenie jakby miała się zacząć śmiać. Już sobie to wyobrażałam kiedy nagle w oddali zobaczyłam coś jasnego. Przetarłam rękoma oczy, zamknęłam je i otworzyłam. Jasna łuna nie zniknęła. Pomyślałam, kolejny omam?! Chwyciłam Kasmahi za ramiona i obróciłam ją nerwowo w stronę światełka . Kasmahi spojrzała to przed siebie, to na mnie i już chciała uciekać, kiedy potknęła się o coś co wystawało z ziemi. Obok nas, na ścianie był włącznik światła. Bez zastanowienia go nacisnęłam. Jasne światło oświeciło moje oczy. Spojrzałam pod nogi wypatrując tego, o co przewróciła się Kasmahi. Niczego nie było... -Wiesz co? -powiedziała drżącym głosem -Czy myślisz to samo co ja? -powiedziałam cicho, chciałam uciekać. To było straszne. Nawet nie zauważyłyśmy, że pomimo iż wszyscy zeszli na dół w szatni nikogo nie było. Kasmahi podniosła się, chwytając mnie za rękę zaczęła uciekać. Coś zaczęło huczeć. W strachu ją wyprzedziłam, biegłyśmy bardzo szybko, ale jakbyśmy stały w miejscu. Korytarz przed nami był tak samo długi jak wcześniej. Nagle ujrzałam kogoś, kto biegł w naszą stronę. Było jednak tak ciemno, że uznałam, że to albo kolejny duch, albo mi się zdaje. Zrozumiałam, że to mój przyjaciel wtedy, kiedy z całym impetem się zderzyliśmy. -Majtas? -wyszeptałam w nadziei, że usłyszę znajomy głos. - Paca? To Ty? Szukałem Was, gdzie byłyście? -powiedział mój przyjaciel donośnym głosem. Złapałam go odruchowo ręką za usta. -Ciicho! Tu są duchy! -krzyknęłyśmy równocześnie razem z Kash. -Dobra, dobra! Jakie duchy? Dziewczyny, spokojnie. -powiedział z uśmiechem Majtas, który w ciemności ledwo dało się dostrzec. -Duchy, buuu! No, nie słyszałeś? -spytałam z niedowierzaniem. Jeszcze nigdy nie mówiłam z takim przejęciem. Oczy Majtasa się zaświeciły. -Duchy? Paca, co Ty mówisz? -No przecież Ci mówię! -starałam się mówić cicho, jednak emocję wzięły górę. Przerażona Kash siedziała cicho. Słuchała tylko naszej rozmowy i bała się coś powiedzieć. W końcu, gdy się odważyła rzekła: -Chodźmy lepiej stąd! Zanim coś się jeszcze wydarzy. Pójdziemy na górę, przemyślimy to spokojnie na przerwie. Proszę! -Ale ja nie widziałem tego ducha! -krzyknął Majtas. Spojrzałyśmy się na niego wymownie. Co by było jakby duchy nas usłyszały? Pomyślałam. -Majtas, serio stąd idźmy. To jest dobry pomysł, kto wie co się później wydarzy. Z resztą nie sądzę, żebyś serio chciał zobaczyć ducha. Pobiegliśmy na górę i weszliśmy spokojnie na korytarz. Nie mieliśmy ochoty na rozmowę z kimkolwiek. Szliśmy tylko do naszej kryjówki rozglądając się uważnie po wszystkich.

1 komentarz:

Amigita99 pisze...

Hmm, co ja mogę napisać, GENIALNE <3